niedziela, 22 lutego 2015

Prolog

            Źrenice się jej rozszerzyły widząc, jak demon parę metrów przed nią dosłownie wybucha. Trzydzieści sekund. Zdążyła osłonić ciało płaszczem. Ale zapach krwi był wszędzie. A ona nie mogła od niego uciec. Wstrzymała oddech i zaczęła biec. Po drodze zrzuciła płaszcz nie zastanawiając się nad niczym. Kątem oka dostrzegła wszystkich. Dwadzieścia dwie...
            Błagam, biegnijcie jak najszybciej, jak najdalej, pomyślała przerażona. Wtedy się potknęła. Poleciała na ziemię ścierając skórę z prawego ramienia. To było nic. Nic... Złapała oddech.
            - Uciekajcie! - krzyknęła, podnosząc się z ziemi. Teraz ma dziesięć sekund nim zatraci się w szaleństwie. Musi się od nich oddalić. Oddalić... Zakrztusiła się powietrzem i wtedy nastąpiła pustka. Ciemność, cisza, samotność, ból, cierpienie, strach. Nienawiść. Oraz to potworne pragnienie zniszczenia demonów. Właśnie w tej chwili zniknęła ona.
            Ocknęła się  na chwilę przed uderzeniem Suguro w klatkę piersiową. Połamała mu kilka żeber jednym ciosem. Źrenice się jej rozszerzyły z rozpaczy. Nie chciała nikogo krzywdzić, a już na pewno nie przyjaciół...!
            Rozległy się krzyki Shimy i Konekomaru, Rin leżący niedaleko otworzył usta zamarłszy w bezruchu. To w niego był wymierzony cios, ale to Ryuji przyjął go na siebie.
            - Co ja zrobiłam - szepnęła przerażona. Nie zastanawiając się nad niczym pobiegła do niego. Szybkim ruchem rozpięła mu koszulę, po czym zaczęła jeździć ręką po torsie próbując wyczuć ilość złamań i uszkodzeń organów. Było ich tak wiele, że nie była w stanie uleczyć wszystkich. Przyłożyła głowę do jego klatki piersiowej, próbując słuchać coraz słabszego bicia serca chłopaka. - Nie umieraj... - wydukała przez łzy, które spływały coraz szybciej po jej policzkach. - Boże, co ja zrobiłam... Co ja zrobiłam przytknęła czoło do jego ciała zataczając się szlochem.
            Wszyscy obecni Exwire byli dla niej ważni, jak rodzina, którą straciła. Utrata jednego z nich oznaczała utratę członka rodziny. Znowu.
            Odsunęła się od Suguro zasłaniając dłonią usta. Ramiona podskakiwały jej nieregularnie. Co teraz? Co teraz zrobić? Zabiła go. Zabiła członka swojej rodziny. Nie. Nie ma tu już dla niej miejsca. Jednak nie powinna opuszczać Watykanu. Nie powinna zrywać się ze smyczy. Wtedy by ich nie poznała, ale też nie zrobiłaby im krzywdy.
            Pojawiła się na przystani. To właśnie tutaj codziennie rano spotykała Ryujego podczas jego treningów. To tutaj spędziła miłe chwile ze wszystkimi, gdy udali się na plażę.
            "Wszyscy, co drogą zdążacie, przyjrzyjcie się, patrzcie, czy jest boleść podobna do tej, co mnie przytłacza, którą doświadczył mnie Pan, gdy gniewem wybuchnął?"*
            Podniosła się z ziemi wypowiadając szeptem słowa do teleportacji. Nie ma już prawa z nimi być. Nie ma prawa cokolwiek mówić. Musi zniknąć. Jutro z rana opuści Japonię.
            Tym razem to ona zniszczyła swoją rodzinę. Musi wrócić do bezwzględnego wykonywania rozkazów, by już nigdy nikogo nie skrzywdzić.

            - Boże... Jeżeli możesz sprawić, by Ryuji przeżył. Zrób to, błagam. Ma piękne marzenie. Jest dobrą osobą. Nie zasługuje na śmierć - powiedziała osuwając się na kolana. - Nikt z nich nie zasługuje na tak okropny los.., całe życie przed nimi! Mają po piętnaście lat, nie doświadczyli jeszcze niczego! Niczego, słyszysz?! Boże! Ten jeden, jedyny raz wysłuchaj mnie! Błagam cię!




 ~*~
*Biblia, Lamentacje, 1; 12


A więc! Wzięło mnie na Ao no Exorcist, a z faktu, że mam już trochę napisane w zeszycie postanowiłam stworzyć bloga! Szablon zawdzięczam mojej przyjaciółce Kinan. <3 

Jeżeli macie jakieś uwagi odnośnie tego co napisałam, to śmiało, jestem otwarta na krytykę. 

Niestety nie przeczytałam tego drugi raz i nie naniosłam poprawek, bo pewna pałka(Shiro) mnie ciśnie bym wstawiła to jak najszybciej! Więc oto jest! Jak znajdę chwilę to poprawię błędy itp., itd. :)

Hope you enjoy! ^^