Źrenice się jej rozszerzyły
widząc, jak demon parę metrów przed nią dosłownie wybucha. Trzydzieści
sekund. Zdążyła osłonić ciało płaszczem. Ale zapach krwi był wszędzie. A ona
nie mogła od niego uciec. Wstrzymała oddech i zaczęła biec. Po drodze zrzuciła
płaszcz nie zastanawiając się nad niczym. Kątem oka dostrzegła wszystkich.
Dwadzieścia dwie...
Błagam, biegnijcie jak najszybciej, jak najdalej,
pomyślała przerażona. Wtedy się potknęła. Poleciała na ziemię ścierając skórę z
prawego ramienia. To było nic. Nic... Złapała oddech.
- Uciekajcie! - krzyknęła, podnosząc się z ziemi. Teraz
ma dziesięć sekund nim zatraci się w szaleństwie. Musi się od nich oddalić.
Oddalić... Zakrztusiła się powietrzem i wtedy nastąpiła pustka. Ciemność,
cisza, samotność, ból, cierpienie, strach. Nienawiść. Oraz to potworne
pragnienie zniszczenia demonów. Właśnie w tej chwili zniknęła ona.
Ocknęła się na
chwilę przed uderzeniem Suguro w klatkę piersiową. Połamała mu kilka żeber
jednym ciosem. Źrenice się jej rozszerzyły z rozpaczy. Nie chciała nikogo
krzywdzić, a już na pewno nie przyjaciół...!
Rozległy się krzyki Shimy i Konekomaru, Rin leżący
niedaleko otworzył usta zamarłszy w bezruchu. To w niego był wymierzony cios,
ale to Ryuji przyjął go na siebie.
- Co ja zrobiłam - szepnęła przerażona. Nie zastanawiając
się nad niczym pobiegła do niego. Szybkim ruchem rozpięła mu koszulę, po czym
zaczęła jeździć ręką po torsie próbując wyczuć ilość złamań i uszkodzeń
organów. Było ich tak wiele, że nie była w stanie uleczyć wszystkich.
Przyłożyła głowę do jego klatki piersiowej, próbując słuchać coraz słabszego
bicia serca chłopaka. - Nie umieraj... - wydukała przez łzy, które spływały
coraz szybciej po jej policzkach. - Boże, co ja zrobiłam... Co ja zrobiłam
przytknęła czoło do jego ciała zataczając się szlochem.
Wszyscy obecni Exwire byli dla niej ważni, jak rodzina,
którą straciła. Utrata jednego z nich oznaczała utratę członka rodziny. Znowu.
Odsunęła się od Suguro zasłaniając dłonią usta. Ramiona podskakiwały
jej nieregularnie. Co teraz? Co teraz zrobić? Zabiła go. Zabiła członka swojej rodziny.
Nie. Nie ma tu już dla niej miejsca. Jednak nie powinna opuszczać Watykanu. Nie
powinna zrywać się ze smyczy. Wtedy by ich nie poznała, ale też nie zrobiłaby im
krzywdy.
Pojawiła się na przystani. To właśnie tutaj codziennie rano
spotykała Ryujego podczas jego treningów. To tutaj spędziła miłe chwile ze wszystkimi,
gdy udali się na plażę.
"Wszyscy, co drogą zdążacie, przyjrzyjcie się,
patrzcie, czy jest boleść podobna do tej, co mnie przytłacza, którą doświadczył
mnie Pan, gdy gniewem wybuchnął?"*
Podniosła się z ziemi wypowiadając szeptem słowa do teleportacji.
Nie ma już prawa z nimi być. Nie ma prawa cokolwiek mówić. Musi zniknąć. Jutro z
rana opuści Japonię.
Tym razem to ona zniszczyła swoją rodzinę. Musi wrócić do
bezwzględnego wykonywania rozkazów, by już nigdy nikogo nie skrzywdzić.
- Boże... Jeżeli możesz sprawić, by Ryuji przeżył. Zrób to,
błagam. Ma piękne marzenie. Jest dobrą osobą. Nie zasługuje na śmierć - powiedziała
osuwając się na kolana. - Nikt z nich nie zasługuje na tak okropny los.., całe życie
przed nimi! Mają po piętnaście lat, nie doświadczyli jeszcze niczego! Niczego, słyszysz?!
Boże! Ten jeden, jedyny raz wysłuchaj mnie! Błagam cię!
~*~
*Biblia, Lamentacje, 1; 12
A więc! Wzięło mnie na Ao no Exorcist, a z faktu, że mam już trochę napisane w zeszycie postanowiłam stworzyć bloga! Szablon zawdzięczam mojej przyjaciółce Kinan. <3
Jeżeli macie jakieś uwagi odnośnie tego co napisałam, to śmiało, jestem otwarta na krytykę.
Niestety nie przeczytałam tego drugi raz i nie naniosłam poprawek, bo pewna pałka(Shiro) mnie ciśnie bym wstawiła to jak najszybciej! Więc oto jest! Jak znajdę chwilę to poprawię błędy itp., itd. :)
Hope you enjoy! ^^